Został wygwizdany. Nie za to, co powiedział, ale za to, kim jest.
To nowoczesna forma budzenia świadomości moralnej. Kiedy w tym roku Sundara Pichai weszła na scenę Uniwersytetu Stanforda, ponad setka studentów po prostu wstała i odeszła. To nie była histeria. I nie miało to nic wspólnego ze sztuczną inteligencją, wbrew temu, co głosiły nagłówki gazet. Gniew szalejący wśród pokolenia Z jest prawdziwy, ale sięga głębiej niż tylko strach przed utratą pracy.
Ankieta Gallupa pokazuje, że tylko 22% młodych ludzi jest entuzjastycznie nastawionych do sztucznej inteligencji. 42% odczuwa niepokój. Tak, widzą, że technologia zagraża ich przyszłości. Ale w Stanfordzie? W centrum elity Doliny Krzemowej protest miał na celu coś znacznie bardziej konkretnego i poważnego.
Wśród celów znalazły się kontrakty Google z armią USA, organami imigracyjnymi i celnymi (ICE) oraz rządem Izraela. Pichai, dyrektor generalny Google, w swoim przemówieniu nawet nie wspomniał o sztucznej inteligencji. Nie musiał tego robić. Jego obecność sama w sobie stała się prowokacją.
Dwie organizatorki, Ava Jones i Amanda Campos, usiadły, aby porozmawiać o tym, co naprawdę się wydarzyło. Ich historia to nie tylko dzień ukończenia szkoły. To opowieść o tym, kto ma prawo decydować o przyszłości.
Korzeń oporu
Amanda Campos studiowała politykę środowiskową. Przyjechała z Brazylii z jednym celem: zatrzymać kryzys klimatyczny. Myślała, że Stanford jej w tym pomoże. Myliła się.
„[Uniwersytet] był przesiąknięty pieniędzmi z paliw kopalnych i uprzedzeniami” – mówi Campos. W chwili, gdy uświadomiła sobie źródła finansowania uczelni, nie była już tylko studentką. Została organizatorką. Na drugim roku studiów dostrzegła związek między niszczeniem środowiska a walką o wyzwolenie Palestyny. To nie było abstrakcyjne. To były kontakty korporacyjne. A wybór dyrektora generalnego Google na mówcę był ostatnią kroplą.
Ava Jones poszła inną drogą. Magister hydrologii, wykształcenie z zakresu filozofii feministycznej. Przyjechała z wiejskich obszarów Oregonu pięć lat temu z przekonaniem, że uniwersytety mogą połączyć zasoby, aby ocalić ludzkość.
„Wierzyłem, że takie miejsce jak Stanford… jest zaangażowane w budowanie świata, o jakim zawsze marzyłem” – mówi Jones.
Przyjechała, gotowa do pracy. Organizacja przeciw przemocy seksualnej. Sprawiedliwość klimatyczna. Zwalczanie przemocy z użyciem broni. Szybko popadła w konflikt z administracją. Potem przyszedł czas na obozy w roku 2023. To wtedy opozycja przekształciła się w kreację.
„Studenci zaangażowali się w ten proces… aby sami określić, dlaczego przyszli na uniwersytet” – mówi Jones.
Campos zgadza się, chociaż jej pogląd na władzę się zmienił. Kiedyś myślała, że władzę zdobywa się dzięki dyplomowi. Teraz postrzega to jako coś tworzonego za pomocą głosów.
„Udział w SJP [Students for Justice in Palestine]… był niezwykle wyzwalającym doświadczeniem” – mówi Campos. „Mam wiele nadziei”.
Poza szumem
Theo Baker wydał niedawno książkę Jak rządzić światem. Przedstawia Stanford jako elitarną ścieżkę do karier w IT, miejsce skautów zajmujących się kapitałem wysokiego ryzyka i uchybień etycznych. Organizatorzy nie byli zachwyceni tą narracją. Chcieli działania.
Jones ostro odrzucił pomysł zwyczajnej obserwacji lub pisania na ten temat.
„Mam obawy, czy definiuję swoją karierę poprzez uczestnictwo w… kulturowej bigoterii związanej z tym, co się dzieje” – mówi. To odwraca uwagę od prawdziwego problemu: „Przebiegi kariery napędzane przez przemysł obronny… napędzają naprawdę brutalne technologie i systemy kontroli”.
Zachęca czytelników i pisarzy, aby przestali być obserwatorami. Dołącz do ruchu antywojennego. Dołącz do ruchu studenckiego. Spójrz poza „dziwny klub dla 20-latków szukających sławy”.
Opuszczenie wydarzenia nie było jedynie odmową. Był to powrót prawa do ustalania porządku obrad.
W opiece nie chodziło o sztuczną inteligencję
Media pospiesznie opisały „odejście od mowy o sztucznej inteligencji”. To czysty, prosty tytuł. Campos i Jones twierdzą jednak, że jest to mylące.
W swoim komunikacie prasowym jasno określili swoje cele.
- Umowy Google z rządem USA.
- W szczególności z organami imigracyjnymi i celnymi (ICE).
- Pomoc technologiczna dla Izraela, w tym projekt Nimbus.
„Google zapewnił… podstawy technologiczne dla tego, co ONZ uznało za ludobójstwo” – mówi Campos. nadzór (obserwacja). Apartheid. To nie są abstrakcyjne lęki. Taka jest obecna rzeczywistość.
A co z sztuczną inteligencją? Prowadzi to do utraty pracy. Ale jest to także „dosłowne zabijanie ludzi” poprzez ukierunkowany nadzór i zautomatyzowane systemy. Studenci czuli się zobowiązani do pociągnięcia do odpowiedzialności dyrektora generalnego wartego 4 biliony dolarów.
„To było na bal ludowy” – wyjaśnia Jones.
Podczas gdy Pichai przemawiał na stadionie, uczniowie zebrali się gdzie indziej. Rodziny, mentorzy, przyjaciele. Ceremonia oparta na wierzeniach. Świętowali edukację ukształtowaną w opozycji do samych korporacyjnych sponsorów, którzy finansowali ich stopnie naukowe.
„Zasadniczo wierzymy, że [uniwersytet] służy… wykupowi korporacyjnemu” – mówi Campos. Dlatego nie chcieli tego świętować.
Cena osobista
Nie jest łatwo ukończyć studia, gdy ma się jasne stanowisko. Rodzice Jonesa na początku nie byli zadowoleni.
Przez pandemię nie dostała nawet matury. Nieukończenie studiów było dla niej podwójną stratą.
„Powiedzieli: «Chcemy cię uczcić»” – wspomina Jones. „Ale po ukończeniu Ludowej Graduacji byli zdumieni”.
Rodzice jej podziękowali. Zdali sobie sprawę, że ta społeczność jest ważniejsza niż przemówienie dyrektora generalnego firmy na stadionie. “To coś znaczy dla ciebie. To coś znaczy dla świata.”
Campos gościła na tym wydarzeniu jej ojca i młodszego brata. Z góry uprzedziła ojca: „Usłyszysz wiadomości od organizatorów, które są o wiele lepsze”.
Dla niej najważniejszym wydarzeniem był jej młodszy brat. Bądź wzorem do naśladowania. Pokaż, że inny świat jest możliwy. Świat, w którym studenci naprawdę mają głos.
Konsekwencje
Czy spodziewali się eksplozji uwagi mediów? CNN? BBC? Miliony wyświetleń w Internecie?
„Szczerze mówiąc, skupiliśmy się tylko na organizacji” – przyznaje Campos. Nie planowali być w centrum uwagi świata. Po prostu wiedzieli, co trzeba zrobić.
Jones jest zaniepokojony sposobem, w jaki media relacjonują te protesty. Często działaczy studenckich sprzeciwiających się technologii wojskowej nazywa się reakcjonistami. Koncentrują się wyłącznie na swojej karierze. Opuszczenie wydarzenia było próbą pokazania głębi. Globalny ruch.
„Studenci na całym świecie rozumieją… dlatego wygwizdują prelegentów [na temat sztucznej inteligencji]” – mówi Jones.
Widzą korporacje takimi, jakimi są. I nie będą już udawać, że wszystko jest w porządku.
Stadion jest teraz pusty. Filmy pozostały. Pytanie brzmi: co do tego są zgodni uczniowie? To kwestia perspektywy. Jeśli cenisz „czyste technologie”, wydają się one trochę niezrozumiałe. Jeśli cenisz odpowiedzialność, oni przewodzą.
Stanford dał im dyplom. Przywrócili ją duchowo.
Czy to jest mądre? Być może nie.
Czy to konieczne? Zależy kogo spytasz.
Ale dla tych, którzy opuścili wydarzenie? To była jedyna opcja, jaka pozostała.


















